Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milena Suszyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milena Suszyńska. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 kwietnia 2025

Milena Suszyńska – Teatr Kamienica to profesjonalizm i pełne zaangażowanie

Teatr Kamienica w Warszawie zaprasza na najnowszy spektakl "Widelec w głowie".



Co może się wydarzyć, kiedy w niewielkim domu na prowincji trzy kobiety postanowią uknuć plan idealny, by odzyskać majątek przegrany w karty przez męża-nieboszczyka?
To początek sztuki w reżyserii znakomitego aktora Tomasza Sapryka.
"Widelec w głowie" jest spektaklem, w którym Elżbieta Jarosik świętuje 50-lecie pracy artystycznej. Jej mistrzowsko odegrana Teresa – gospodyni domowa, która nie cofnie się̨ przed niczym, by osiągnąć swój cel, będzie bawić do łez, chwilami przerażać, zaskakiwać i poruszać.

Spektakl zawiera cięte dialogi, zaskakujące sytuacje, obnaża absurd codziennych rodzinnych konfliktów, pokazując skomplikowaną naturę kobiecych relacji, tęsknot i codziennej walki z rzeczywistością.

Myślę, że każdy w tym przedstawieniu znajdzie coś dla siebie i spędzi miło wieczór – mówi w rozmowie z nami aktorka Milena Suszyńska, która współpracuje z Teatrem Kamienica.



Praca w Teatrze Kamienica to z pewnością inna praca niż w Twoim rodzimym Ateneum? Inny rodzaj spektakli, bardziej rozrywkowy, a to wcale nie znaczy, że słabszy...

Zdecydowanie tak. Z pewnością jest to zupełnie inna materia niż w Teatrze Ateneum, czy Teatrze Narodowym, jest to jednak wielka przyjemność, bo to inny gatunek, w którym też warto, żeby się aktor sprawdzał. Jest to nieco inne wyzwanie, inna forma, nieco inna biologia, która rządzi się swoimi prawami. Komedia to nie jest łatwy gatunek, mam wielkie szczęście pracować z Elżbietą Jarosik, która jest świetna w tym gatunku.

Zagrać umiejętnie groteskę wcale nie jest prostą sprawą...

Świetnie reżyseruje Tomek Sapryk, który jest też znakomitym aktorem, więc pokazuje jak zagrać. On to naprawdę potrafi, Tomek zagra wszystko. Łatwo przejąć energię od niego, co jest bardzo istotne. Wygląda to tak, że on reżyseruje, grając niektóre partie, i w ten sposób przekazuje nam intencje. Ja akurat bardzo lubię pracować w ten sposób i często tak właśnie reżyserują ci, którzy są jednocześnie aktorami. Jerzy Jarocki czy Grażyna Kania reżyserowali w ten sposób, że pokazywali nam, jak mamy zagrać daną scenę. Artur Tyszkiewicz, mój dyrektor z Teatru Ateneum, mimo że nie jest aktorem, też pokazuje i świetnie mu to wychodzi. Sam tekst, jaki gram, jest może nieco lżejszy, mniej eksploatacyjny, spokojnie sobie wchodzę w rolę.

Chodzą słuchy, że atmosfera w Kamienicy jest znakomita, po prostu domowa.

I to jest szczera prawda. Super ekipa, fajni ludzie. Niektórych aktorów prywatnie też znam i lubię. To naprawdę ogromna przyjemność. To nie jest mój pierwszy spektakl w Kamienicy, pracowałam już z Andżeliką Piechowiak, która jest również producentką. Pierwszy mój spektakl tutaj to "Kumulacja, czyli pieniądze to nie wszystko" – znakomita przygoda i duże zadania stawiane aktorom. Uwielbiam z nimi grać, jest się ciągle w takim treningu aktorskim, a atmosfera jest jak w domu. Miałam to szczęście poznać jeszcze Pana Emiliana Kamińskiego, on tu zostawił swoje zdrowie, bardzo to miejsce kochał. Pani Justyna Sieńczyłło to dusza człowiek, prawdziwy skarb. Wszyscy tu kochają pracować, bo wszyscy w tym miejscu są mili i życzliwi. Od osoby, która sprząta, po dyrektorkę Panią Justynę. Każdemu zależy, każdy chce, a Pani Justyna też bardzo dba o wszystkich pracowników. Gramy nieco lżejszy repertuar, ale oparty na jakości aktorskiej, nikt nie odpuszcza. Profesjonalizm i pełne zaangażowanie. Zapraszamy do Teatru Kamienica! – kończy z uśmiechem Milena Suszyńska.



Rozmawiała Małgorzata Gotowiec

Teatr Kamienica w Warszawie
"Widelec w głowie", reż. Tomasz Sapryk
Milena Suszyńska, foto Diana Polajdowicz
7 marca spektakl widziała Małgosia
Kolejne przedstawienia 11 kwietnia, 26 maja i 7-8 czerwca

środa, 4 grudnia 2024

Milena Suszyńska o nowej premierze Teatru Ateneum

Kryminały, książki sensacyjne rządzą dziś światem. Ten rodzaj literatury panuje i jest niezwykle poczytny. Jak wiadomo miłośnikom kryminałów, a tych są miliony, "Pułapka na myszy" jest na samym szczycie popularności, mimo że od jej napisania minęło ponad siedemdziesiąt lat.

"Pułapkę na myszy" w Ateneum reżyseruje Artur Tyszkiewicz.

Aura tajemnicy i dreszczyku - mamy angielski prowincjonalny pensjonat zimą i goście uwięzieni w podwójnej pułapce, bo przez śnieg i mordercę ukrytego pośród nich. Zagadka nieuchronnego morderstwa oczywiście się wyjaśnia w sposób jak zwykle zaskakujący, bo nie przypadkiem Agatha Christie jest mistrzynią kryminału, mistrzynią tworzenia napięcia i grozy i zaskakujących zwrotów akcji. O najnowszej i pierwszej tego sezonu premierze w Teatrze Ateneum rozmawiamy z główną bohaterką przedstawienia, aktorką tak bardzo kochanego teatru znad Wisły - Mileną Suszyńską.



Przepiękna scenografia, piękne stroje – to od razu się zauważa jak wchodzimy na widownię.

Oj, to miłe, że pani tak mówi. To prawda, każdy strój był pieczołowicie dziergany przez Joannę Zemanek. Wiele pracy włożyła przy scenografii i kostiumach. Joasia wykonała koronczarską pracę, zbierała rekwizyty - nawet nie wiem, skąd niektóre pochodzą. Mamy stary zeszyt, pożółkły, w którym ja notuję różne sprawy, faktycznie z lat 50., Łukasz Lewandowski ma na głowie starą siatkę, która także pochodzi z dawnych czasów. Są to przedmioty gdzieś wyciągnięte przez panie garderobiane. Ja mam oryginalny odkurzacz z lat 50. Tworzymy żywych bohaterów. To jest klasyczna psychologia, mamy okazję stworzyć bohaterów od podstaw, pokazać ich przemianę. Oni mają swoje tajemnice, swoje zagadki wewnętrzne. Jest to bardzo duża przyjemność i wierna praca z Arturem Tyszkiewiczem. Pierwszy raz miałam tę przyjemność pracy z dyrektorem i to była radość. W ogromnym zaufaniu mogłam się poruszać w czasie tych prób jako aktor.



Pracę nad spektaklem zaczęliście tradycyjnie od czytania książki...

Nigdy nie lubiłam kryminałów, ale rozumiem fenomen Agathy Christie. Mam taką książeczkę dla dzieci "Mali Wielcy", już w niej jest autorka przedstawiona jako super bohaterka. Dla mojego synka Gucia jest to postać bardzo ciekawa - ona jako właśnie super bohaterka. Przygotowując się do spektaklu, przeczytałam autobiografię, która wspaniale odzwierciedla tamte czasy. Dowiadujemy się, jak została wychowana, pisze o swoim wspaniałym dzieciństwie, i myślę, że to - obok wspaniałego intelektu - była jej wielka moc. Jest tam też brytyjski humor i groza. Dzięki niej kryminał wyrósł do wysokiej rangi literackiej. Poprzez to, jakich bohaterów tworzyła, są to postaci prawdziwe i bardzo często głęboko zranione - co jest bardzo ciekawe.

"Pułapka na myszy" była napisana bez udziału słynnych detektywów - Herculesa Poirota i panny Marple...

Jest to oddzielny utwór, bez szans na kontynuację, zamknięty utwór. Najpierw powstało opowiadanie, a potem na bazie tego powstała sztuka teatralna, i faktycznie jest to taka zamknięta kapsuła.

Za wami zapewne niezapomniane tygodnie pracy...

Wspaniała praca. Dyrektor gwarantuje spokój, kulturę, szacunek do aktora, Ja natychmiast, mając takiego reżysera, byłam absolutnie oddana tworzeniu, od pierwszych prób. Umiałam tekst, przyszłam otwarta na wszystko, nie dyskutująca, po prostu wykonująca polecenia. Reżyser od początku wiedział czego chce, wszystko miał wspaniale zaplanowane. Od początku w to wskoczyłam, dając od siebie jak najwięcej.

Trudno jest przenieść kryminał na scenę...

Bardzo trudno. Oprócz tej zagadki, kto zabił, trzeba przenieść ten ciężar, dlaczego to zrobił - to jest klucz. Nie chcę odkrywać kart, ale sama zasadzka będzie zagadką, trzeba przyjść i obejrzeć. Myślę, że ten temat – dlaczego? - jest bardzo aktualny. Serdecznie zapraszamy.

Rozmawiała Małgorzata Gotowiec



Teatr Ateneum w Warszawie
"Pułapka na myszy" Agathy Christie w reżyserii Artura Tyszkiewicza
Milena Suszyńska, foto Krzysztof Bieliński
Spektakl widziała 27 listopada Małgosia
Najbliższe spektakle od 28 do 31 grudnia