"Osiecka" – to kameralny, muzyczny spektakl. Jest opowieścią o kobiecie, którą Osiecka stworzyła w swojej twórczości. Mówi o jej emocjach, miłości, samotności i tęsknotach, jakie nią targały przez całe życie. "Osiecka" to słowno-muzyczna opowieść o "kobiecie na zakręcie", która nie wie, jak żyć, bo kocha, ale jej życie się "kolebie niczym balia" – mówi o swoim debiucie reżyserskim znakomita aktorka Ateneum Ewa Telega.
Spektakl wpisuje się w obecną w Ateneum od czterech dekad tradycję "teatru przy muzyce" — formy, w której słowo, muzyka i aktorska interpretacja dają widzom niesamowite przeżycia i niezapomniany wieczór. O najnowszej premierze rozmawiamy z jej główną bohaterką – Katarzyną Łochowską.
Czy można powiedzieć, że życie Agnieszki Osieckiej było smutne? I czy nie jest tak, że życie wielkich ludzi często jest smutne, by nie powiedzieć tragiczne?
Mnie się wydaje, że za tak ogromny talent i tak ponadnormatywną wrażliwość płaci się wysoką cenę. I to jest bezsprzeczne – rozpoczyna rozmowę z nami aktorka Sceny na Powiślu Katarzyna Łochowska.
- Natomiast to nie jest biograficzny spektakl o Agnieszce Osieckiej. W związku z czym my Agnieszki Osieckiej nie gramy, to jest postać kobieca, którą Agnieszka swoimi tekstami stworzyła, pani reżyser Ewa Telega ujęła to w ramy wieczoru teatralnego. Jednej nocy, podczas której rozgrywa się kolejny dramat tej kobiety, która po raz kolejny się rozstała, po raz kolejny jest poraniona - wspiera ją w tym niełatwym życiowym momencie przyjaciel pianista. Mamy pusty bar, taki trochę zawieszony w czasie. Nie wiadomo, czy on istnieje, czy to jest taki rodzaj miejsca spotkań, czy jutro go nie zburzą, albo nie zrobią modnej kawiarni z brodatym baristą. Wiemy, że jest to takie zawieszone w czasie miejsce, gdzie ona przychodzi się uspokoić, i zrozumieć, co się wydarzyło.
Jak się pani przygotowywała do tego spektaklu? Mówi pani, że wychowała się na twórczości Agnieszki Osieckiej.
Wiadomo, te piosenki były śpiewane przez wybitnych artystów, więc ja się musiałam od tego odciąć, żeby dać sobie szansę na znalezienie i opowiedzenie swojej historii tymi słowami. Nie było to proste. Pewnie dlatego, że ciągle w głowie słyszałam te cudowne wykonania.
A ja muszę w tym miejscu się lekko wtrącić – to jest wielka skromność - bo pani też jest wspaniałą pieśniarką – wiem co mówię, śledzę pani drogę od spektaklu "Trzy razy Piaf" – to było magiczne przedstawienie Sceny na Dole Teatru Ateneum.
Boże, jakie to było cudowne przedstawienie, dziękuję. Powiem, że nie była to łatwa dla mnie rola, jestem wdzięczna, że w ogóle ktoś mnie do niej wziął. Życie i twórczość Edith Piaf to też wielkie miejsce w moim sercu.
Jak się pracowało z Ewą Telegą? To jest jej debiut reżyserski. Chciała też słuchać uwag, czy miała swoją wizję i do niej dążyła?
Pracowało się genialnie. Rzeczywiście miała swoją wizję, całe szczęście oczywiście, że ta wizja była bardzo blisko tego, co ja sobie wyobrażałam. W związku z czym ta współpraca działała, bo ja Ewie ufam bezgranicznie. Po drugie Ewa jest też matką chrzestną, wróżką chrzestną mojego śpiewania, dlatego, że ja właśnie wkroczyłam w 13. sezon mojego śpiewania w organizowanej przez Fundację K 40 Salonu Poezji. Dlatego jestem bezgranicznie wdzięczna, że na swojej drodze spotkałam takiego człowieka, który dał mi możliwość rozwoju, i jakby ukoronowaniem tej drogi jest ten spektakl.
Jest to takie kolejne spełnienie pani marzeń...
Szczerze?.. Nie marzyłam nawet... to jest dar losu, na który ja nie liczyłam nawet w marzeniach. A już szczególnie z Osiecką, którą jak powiedziałam, śpiewają wszyscy wielcy, śpiewają to genialnie. Już samo zmierzenie się z tym jest ogromnym wyzwaniem. Zapraszamy w nasze progi na ten wieczór.
Rozmawiała Małgorzata Gotowiec
Teatr Ateneum w Warszawie
"Osiecka" – scenariusz i reżyseria Ewa Telega
Katarzyna Łochowska, foto Krzysztof Bieliński
Spektakl widziała 4 października Małgosia
Najbliższe przedstawienia – 6, 7, 8 listopada
Scenariusz zawiera fragmenty dzienników i korespondencji Agnieszki Osieckiej oraz piosenki do jej tekstów:
"Byle nie o miłości" – muz. Adam Sławiński; "Czarne perfumy" – muz. Przemysław Gintrowski; "Czy te oczy mogą kłamać" – muz. Jan Pietrzak, "Kiedy mnie już nie będzie" – muz. Seweryn Krajewski, "Kto tam u ciebie jest" – muz. Jerzy Satanowski; "Mówiłam żartem" – muz. Jarosław Abramow-Newerly, "Miasteczko cud" – muz. Jerzy Satanowski, "Na zakręcie" – muz. Przemysław Gintrowski, "Niech żyje bal" – muz. Seweryn Krajewski; "Oczy tej małej" – muz. Zygmunt Konieczny; "Sztuczny miód" – muz. Krzysztof Paszek, "Sama chciała" – muz. Seweryn Krajewski; "To nasze ostatnie bolero" – muz. Jerzy Satanowski, "Uciekaj moje serce" – muz. Seweryn Krajewski, "Wariatka tańczy" – muz. Seweryn Krajewski.


