"Iwona, księżniczka Burgunda", napisana została w 1938 roku i jest jedną z najsłynniejszych sztuk Witolda Gombrowicza. Mimo upływu lat, jest cały czas aktualna. Spektakl po 30 latach powraca na deski Teatru Ateneum, oczywiście w nowej odsłonie. Za reżyserię odpowiada Anna Augustynowicz. W tytułowej roli będziemy oglądać Karolinę Charkiewicz.
O najnowszej premierze stołecznego teatru rozmawiamy z odtwórcą roli Cypriana, młodym i zdolnym aktorem Ateneum Pawłem Gasztoldem-Wierzbickim.
Zaczniemy tak nietypowo...jak odbierasz upływający czas? Czy dla Was młodych ma to jakieś znaczenie, czy o tym się myśli dopiero w starszym wieku? Mam tu na myśli, że kilka miesięcy temu rozmawialiśmy o premierze "Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej", a wydaje się jak to by było chwilę temu...I już kolejna premiera.
Chyba nie ma co zanadto rozmyślać o tym upływającym czasie, bo i tak nie mamy na niego wpływu. Za to podzielę się ciekawostką, skoro o minionym czasie mowa. Przeanalizowałem nie tak dawno te przeszłe lata i zauważyłem, że co cztery lata w moim życiu wydarza się jakiś mały przełom. W 2014 roku dostałem się do LO do którego bardzo chciałem się dostać, w 2018 zdałem na studia aktorskie do Akademii Teatralnej w Warszawie o których marzyłem, w 2022 otrzymałem propozycję debiutu w "To wiem na pewno", i zaraz po premierze zostałem przyjęty na etat do teatru Ateneum. Przez ostatnie dwanaście lat, cykl się powtarza. Mamy rok 2026 i moment - jaki mógłbym zdefiniować jako przełomowy, chyba jeszcze nie nadszedł - ale jeszcze nie mamy połowy roku, więc z ciekawością czekam na to, co się wydarzy – dzieli się z nami Paweł Gasztold-Wierzbicki.
Staram się nie liczyć czasu, który mija. Myślę, że jeszcze wiele - mam nadzieję - przede mną i dlatego staram się nie myśleć o tym, że on upływa – kończy myśl aktor.
Masz w sobie spokój...
Chyba tak, póki co spełniam się zawodowo i to mnie cieszy. Mogę z czystym sumieniem i radością powiedzieć, że ten etap kariery, w którym obecnie jestem - choć może nie jest jeszcze tym, co mi się marzy - jest czymś, co na ten moment zapewnia mi spokój i satysfakcję. W ogóle warto czasem poddać się takiej autorefleksji, w chwilach, kiedy przychodzi diabełek, który gdzieś z tyłu głowy każe nam zazdrośnie spoglądać na to, co inni zdążyli już osiągnąć i posiąść. Zamiast zamartwiać się tym, że jeżdżę Skodą Fabią, wolę się cieszyć, że nie muszę już jeździć rowerem miejskim. Wielu kolegów po tych studiach nie miało nawet szansy zaistnieć w zawodzie, więc i tak jestem uprzywilejowany.
Szczęście jest potrzebne, chociaż odrobina...
Chyba większość rzeczy, które nam się przytrafiają w życiu są zależne od tego, czy nam się poszczęści, czy nie. Oczywiście, szczęściu trzeba pomóc, ale zdecydowanie tak - szczęście jest bardzo ważne w życiu.
Pracowałeś już w swojej krótkiej karierze nad tekstem Witolda Gombrowicza?
To moje pierwsze zetknięcie w pracy zawodowej z tym autorem, do tej pory Gombrowicza czytałem. Kolejna ciekawostka - gdy pisałem maturę z języka polskiego, rozszerzoną - to tematem rozprawki była groteska i powołałem się wtedy właśnie na Witolda Gombrowicza. Można powiedzieć, że do mnie wrócił. Jego twórczość cechuje świetne poczucie humoru, ale jednocześnie bardzo trudny język. Nie chodzi tylko o to, że jego słownictwo jest wysublimowane, tylko właśnie o tę wspomnianą już groteskę, którą się posługuje. Nawet w obrębie tej niedużej roli, którą mam w spektaklu, są takie kwestie, których powiedzenie prawdziwie jest bardzo trudne.
Na czym to polega?
Przykładowo, w obrębie jednej kwestii powtarzam dane słowo kilka razy, nie wiadomo właściwie dlaczego. Jestem jednak pewny, że Gombrowicz miał w tym jakiś zamysł. I to mi się pierwsze rzuca w oczy jak go czytam, że nie ma tu przypadków. Nawet jeśli ja czegoś nie rozumiem, to wolę wyjść z założenia, że to nie jest błąd autora, tylko to jest kwestia tego, że ja jeszcze do tego nie doszedłem. Nie jest to łatwa twórczość. Interpretacja tej sztuki może być różna, od dramatu po komedię z morałem. Myślę, że tych momentów lekkości u nas będzie sporo, będą one krążyły w obrębie tematów znajdujących swoje odbicie w rzeczywistości, które lekkie nie są, ale też na tym polega ta groteska Gombrowicza, na tych kontrastach.
Bohaterka – Iwona...bardzo małomówna...Nie jest łatwo grać taką postać.
Iwona prawie nic nie mówi. Początkowo się zastanawialiśmy, jako zespół, nad tym, żeby ona nic nie mówiła, ale postanowiliśmy zachować te szczątkowe ilości słów, które jednak wypowiada.
Jak sobie przypominam swoją rolę w spektaklu "Mój syn chodzi, tylko trochę wolniej", to było to dla mnie wyjątkowo trudne, żeby jakoś tę przestrzeń milczenia zapełnić, bo jednak mój bohater w tym spektaklu jest wyjątkowo małomówny, zwłaszcza w porównaniu do osób, które go otaczają. Współczułem Karolinie na samą myśl grania takiej postaci, ale myślę, że fajnie się pokazuje w tej roli.
Jak się układała praca z reżyserką Anną Augustynowicz?
Kojarzyłem Panią reżyser z korytarzy Akademii Teatralnej, ale nie miałem wcześniej przyjemności z nią pracować. Praca z nią to dla mnie pouczająca lekcja, bo posługuje się językiem teatralnym, którego wcześniej nie używałem. I szczerze mówiąc, nie wiem, czy jest to mój ulubiony język, ale bardzo się ucieszyłem na wiadomość, że będę grał w tym spektaklu, bo wiedziałem, że mierzenie się z czymś, co na samą myśl sprawia mi jakąś niewygodę, będzie dla mnie twórcze i rozwijające. Przecież o to też chodzi, aby jak najbardziej się rozwijać i nabierać kolejnego doświadczenia.
Grasz Cypriana – kolegę księcia. Powiesz coś o swoim bohaterze?
W kontekście tego tekstu nie ma mowy o przyjaźni, dobrej znajomości. Na zamku każdy ma swój interes do ugrania. Cyprian to człowiek cyniczny, chcący skorzystać na znajomości z księciem. Tak często bywa w życiu – za ludźmi, którzy są wysoko postawieni, ciągnie się sznureczek ludzi interesownych – i to jest właśnie taki człowiek. Jak trzeba być zabawnym, to takim będzie, jak trzeba być innym, to sprosta i temu. On nie lubi siebie. Iwona w tej sztuce jest narzędziem obnażania prawdy o ludziach. Cyprian jest małym człowieczkiem, a bardzo chce być kimś. Uniwersalne przesłanie tego tekstu jest o sztuczności struktur, o maskach jakie nakładamy, o tym że często próbujemy się gdzieś dostać za wszelką cenę, co - jak się często okazuje - nie jest tego warte.
Myślę, że to jest znakomita puenta. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Ja również i zapraszam na spektakl, aby sobie samemu wyrobić opinię.
Rozmawiała Małgorzata Gotowiec
Teatr Ateneum w Warszawie
"Iwona, księżniczka Burgunda" Witolda Gombrowicza
Paweł Gasztold-Wierzbicki, foto Krzysztof Bieliński
Spektakl widziała 21 maja Małgosia
Najbliższe przedstawienia – 11, 12, 14 czerwca


